Gowina akcyza na miłość


Przeczytałem wczoraj wywiad z panem Radomirem Szumełdą, w którym został przedstawiony jako obrońca idei związków partnerskich. Być może pan Szumełda nawet wierzy, że tak jest w istocie, ale jeden akapit każe mi wątpić w to, że stać go na coś więcej, niż deklaracje. Każe mi wątpić, że pan Szumełda w ogóle rozumie, z czym musi się zmierzyć. Czytaj więcej

Reklamy

Dyplomacja


Artykuł ukazał się w magazynie iStyle 01/2011 (grudzień 2011 r.)

Mimo szczerych chęci, nie umiem się doszukać w „rewolucyjnych” sklepach Apple niczego lub prawie niczego nowego. To tylko garść starych pomysłów zebranych razem w nowym opakowaniu. Czytaj więcej

Bezpańscy niewolnicy XXI wieku


Nie wiem, czy wiecie, ale istnieje państwo, w którym poważnie postuluje się powrót do niewolnictwa. Ba! Postuluje się, iż powrót do niewolnictwa jest niezbędny w imię zachowania wolności. Które to państwo? To Polska. Przy okazji zawieruchy z podpisaniem przez Polskę umowy ACTA, do głosu doszły bowiem ruchy i organizacje, którym przyświeca jeden cel: usankcjonowanie możliwości swobodnej dystrybucji utworów chronionych prawem autorskim z pominięciem tak drobnego elementu jak sami autorzy tych utworów.

Spór wokół podpisania umowy ACTA powinien być sporem o praktykę opracowywania i wprowadzania w życie tego rodzaju umów. O nic więcej. Karygodne jest bowiem to, iż międzynarodowa umowa, która w swej materii dotyczy całego społeczeństwa, opracowywana jest i wprowadzana niemal w kompletnej tajemnicy, niemal bez jakichkolwiek konsultacji. Już z tego tylko powodu powinna budzić nieufność i powinna zostać odrzucona, tak dla zasady. A potem, po przejściu prawidłowej ścieżki konsultacji, mogłaby zostać przyjęta.

Tymczasem do tematu ACTA doklejono całą masę zagadnień, które ktoś postanowił załatwić niejako przy okazji. Jednym z nich jest swoboda wymiany plików chronionych prawem autorskim, przy czym chylę czoła dla zmyślności i zręczności operowania słowem zwolenników takiego rozwiązania. Wystarczyło bowiem zamiast słów „piractwo” i „kradzież” użyć niezwykle pojemnego określenia „nieformalny obieg kultury”, aby zwykłe wykorzystywanie cudzej pracy nabrało cech niemal prawa podstawowego.

Tymczasem w całej tej dyskusji zupełnie zapomniano o samych autorach. Autorach, którzy żyją ze sprzedaży swoich dzieł, a nie tylko z ich tworzenia. Mimo iż naturalnym i logicznym wydaje się fakt, że każdy człowiek powinien móc samodzielnie zarządzać swoją pracą, że sam powinien móc ustalać, ile jest ona warta, ktoś wpadł na radosny pomysł, iż z tej zasady należy wyłączyć twórców. Praca autorów powinna być darmowa, ponieważ ludzie muszą mieć dostęp do kultury, a biedni są, mało zarabiają, i na tę kulturę, zwyczajnie, nie mają.

Kłopot w tym, że to coraz bardziej przypomina wzywanie do usankcjonowania nowoczesnego niewolnictwa. Pewna grupa ludzi (twórcy) ma być prawnie zobowiązana do bezpłatnego świadczenia pracy na rzecz innej, uprzywilejowanej w rezultacie, grupy społecznej (odbiorcy). I to znacznie gorszego niewolnictwa niż to, które znamy ze starożytnego świata lub nawet Ameryki sprzed paru wieków. Tam niewolnik miał przynajmniej właściciela, mógł więc liczyć na wikt i opierunek. Nowoczesny niewolnik ma być państwowy, społeczny, czyli niczyj. A jak coś jest niczyje, to sami wiecie…

Dziś in vitro, jutro przeszczepy?


Przyglądając się dyskusjom dotyczącym in vitro, a przede wszystkim przysłuchując się argumentom przeciwników tej metody leczenia bezpłodności, zastanawiam się, kiedy się wezmą również za przeszczepy i spróbują ich zakazania. Czytaj więcej

Wiele hałasu o nic


O rety! Olaboga! Apple Inc. za pośrednictwem reprezentującej ją kancelarii prawnej napisała rzekomo do wydawcy strony applemania.pl, żądając tego i owego. Między innymi zaprzestania korzystania ze znaku, który do złudzenia przypomina logo Apple Inc., a także samego znaku graficznego Apple Inc. Podobno zażądała również zrzeczenia się praw do domeny applemania.pl. Efektem informacji o tym zdarzeniu jest wielkie larum w polskiej blogosferze, stawianie kos na sztorc i temu podobne zachowania, a przy tym powtarzania do znudzenia, że Apple, atakując blog poświęcony jej produktom, podcina gałąź, na której sama siedzi. Nic z tego. Czytaj więcej

Menuki Yebori


Usłyszałem kiedyś, że życie w małym i dużym mieście różni się definicją pomarańczowego światła na skrzyżowaniu ulic: w małym mieście oznacza ono „zwolnij”, a w dużym „przyspiesz”. Przypomniałem sobie to zdanie, czytając jeden z ostatnich numerów Mojego Jabłuszka, kiedy zaczęły mnie nachodzić ponure myśli o tym, jak wiele tracimy dzięki dobrodziejstwom cywilizacji i technologii. Czytaj więcej

Telewizja XXI wieku, czyli jak dobrze mieć debet


Czasy się zmieniają, technologia idzie do przodu, postanowiłem więc w lipcu dołączyć do grupy użytkowników telewizji cyfrowej, na dodatek od razu w standardzie HD. W domu pojawił się odpowiedni telewizor i kino domowe Blu-ray, a także dekoder telewizji cyfrowej HD z nagrywarką cyfrową od firmy UPC. I to był błąd. Czytaj więcej