Wiele hałasu o nic
28/09/2010 6 komentarzy
O rety! Olaboga! Apple Inc. za pośrednictwem reprezentującej ją kancelarii prawnej napisała rzekomo do wydawcy strony applemania.pl, żądając tego i owego. Między innymi zaprzestania korzystania ze znaku, który do złudzenia przypomina logo Apple Inc., a także samego znaku graficznego Apple Inc. Podobno zażądała również zrzeczenia się praw do domeny applemania.pl. Efektem informacji o tym zdarzeniu jest wielkie larum w polskiej blogosferze, stawianie kos na sztorc i temu podobne zachowania, a przy tym powtarzania do znudzenia, że Apple, atakując blog poświęcony jej produktom, podcina gałąź, na której sama siedzi. Nic z tego.
Po pierwsze, należy sobie jasno i wyraźnie powiedzieć, że Apple ma rację, domagając się zmiany znaku graficznego (co zresztą już nastąpiło). Wystarczy spojrzeć na poprzednie logo witryny applemania.pl, wciąż widoczne na Facebooku, aby nie mieć żadnych wątpliwości co do zasadności zarzutów przedstawionych przez prawników firmy Apple. Delikatne, wręcz kosmetyczne zmiany nie wpłynęły na charakter znaku applemanii i wciąż jest on aż nadto wyraźnym nawiązaniem do aktualnego logotypu firmy Apple Inc. W połączeniu z nazwą domeny może on także sugerować dużo ściślejsze związki autorów bloga z Apple Inc., niż są one w rzeczywistości. Moim zdaniem to i tylko to stało się powodem, dla którego firma z Cupertino zainteresowała się polskim blogiem.
Po drugie, to nie, jak sugerowało kilka osób, jakość zamieszczanych na applemania.pl tekstów ani krytyczne wobec Apple opinie były powodem reakcji prawników. Sam doświadczyłem, że na krytykę Apple nie reaguje, a przynajmniej nie wprost. Na początku tego roku napisałem krytyczny wobec Apple artykuł „Ingerencja cieczy”, opisujący problemy użytkowników iphone’ów, wynikające z obecności w tych telefonach wskaźników kontaktu z cieczą (LCI) i polityki serwisowej Apple. Tekst, który o mało nie trafił do szuflady z powodu obaw redakcji o dobre relacje z Apple. Niepotrzebnie, jak się wkrótce okazało. Mimo że artykuł trafił również na fora zagraniczne, mimo że został zauważony przez Apple (z prywatnych rozmów dowiedziałem się, że został przetłumaczony i wysłany do centrali, wywołując spore zamieszanie), Apple oficjalnie nie odniosło się do niego w jakikolwiek sposób. Zupełna cisza. Żadnych pism, żadnych prawników, nic. Za sukces mogę sobie jedynie poczytywać fakt, że mój tekst dołączył się do chóru wielu innych artykułów poświęconych temu samemu problemowi, co w rezultacie spowodowało zmianę polityki serwisowej Apple. Wydaje się to być jednocześnie dobrym przykładem, że krytyczność wobec Apple i jej produktów nie bywa powodem reakcji prawnych, a, co najwyżej, zmian na lepsze.
Po trzecie, to nie sama nazwa witryny stała się przyczyną problemów, więc blady strach, który padł na moich kolegów blogerów, wydaje mi się nieuzasadniony. Krystian Kozerawski, Przemek Marczyński i Paweł Nowak mogą spać spokojnie, ponieważ Przemek Pająk i Moridin nie mają racji, pisząc u siebie o zamykaniu bloga, „bo w nazwie ma słowo Apple”. Bez zastanowienia można wymienić kilka dużych tytułów z „apple” lub „mac” w nazwie: Macworld, MacLife (dawniej MacAddict), MacFormat, AppleInsider i tak dalej. Ba! Macworld organizuje nawet doroczne imprezy, na których Apple bywa tylko gościem. I co? I nic. Pełna koegzystencja. Różnica między nimi a serwisem applemania.pl polega jednak na tym, że żadna z tych witryn nie próbowała w żaden sposób naśladować ani loga, ani wyglądu stron firmy Apple. Dopiero połączenie nazwy z logotypem spowodowało, że prawnicy Apple zaczęli działać.
Po czwarte, co, przyznać muszę, ubawiło mnie w całej sytuacji do łez, gdyby nawet Apple udało się zamknąć lub przejąć domenę applemania.pl, nie będzie to wcale akt strzelenia sobie w stopę. Owszem, jak napisał Przemek Pająk i KuboX, applemania, podobnie jak inne macowe witryny i periodyki, robi produktom Apple darmową reklamę, przede wszystkim jednak applemania, podobnie jak inne macowe witryny i periodyki, zarabia na produktach Apple, a właściwie na zainteresowaniu nimi. Jedni mają z tego kasę, inni popularność, chwałę i panienki, ale wszyscy mogą funkcjonować tylko dlatego, że Apple regularnie wypuszcza na rynek kolejne produkty. Powiedzmy to otwarcie: Apple jest lwem polującym na sawannie, a wszystkie czasopisma i blogi są jedynie krążącymi wokół niego sępami, czekającymi, aby się podłączyć do uczty. Kooperacja może trwać latami, przynosząc obu stronom korzyści, jednak gdy sępy staną się zbyt nachalne, lew je, zwyczajnie, przegoni. Bez żalu i wyrzutów sumienia, bo lew sobie bez sępów poradzi (w okolicy już krążą hieny), a sępy bez lwa niekoniecznie.
Trochę skromności, koleżanki i koledzy. To nie my jesteśmy potrzebni Apple, ale ona nam. Bez Apple i jej produktów cała nasza pisanina stanie się bezsensowną i przestanie przynosić profity. Trzeba znać swoje miejsce w szeregu. Skoro Apple daje nam zarobić, odwdzięczmy się jej odrobiną szacunku. Tak po prostu.

Dobrze napisane, po części się zgadzam. Apple, a raczej jego prawnicy mogli przyczepić się do logotypu w połączeniu z nazwą. Niezrozumiałe jest natomiast dla mnie, to że chcą również zamknięcia domeny. Po zmianie szaty graficznej nie różnią się wizualnie zbytnio od stron pokroju Apple Insider. Chcąc nie chcąc, robili im swoją stroną reklamę i to na pewno większą niż samo Apple Inc. w Polsce. W kraju niewspieranym przez tego producenta, ważne jest aby użytkownicy propagowali jego sprzęt – chodzi mi tu szczególnie o Maki, ponieważ iPhone wypromował się jakoś dzięki operatorom i to i tak dość słabo. Same Maki są dla wielu ludzi w Polsce nadal zagadką i dziwną nazwą zasłyszaną gdzieś, kiedyś od znajomego. Uważam, że serwisy typu Applemania skłaniają ludzi szukających np. informacji o iPhonie, czy iPodzie do tego, że jest jakaś alternatywa, jest jakiś inny system i może warto go wypróbować.
To normalna strategia negocjacyjny w takich sytuacjach. Zaczynają od maksymalnych roszczeń, a później, w miarę okazywania dobrej woli przez drugą stronę, z części mogą zrezygnować (również okazując dobrą wolę).
Miejmy nadzieję, że dojdą do konsensusu w tej sprawie. Nie chodzi tu nawet o to, że Applemania jest jakąś szczególnie ważna stroną fanowską o Apple, ale jest ona w tym przypadku jakimś symbolem i reprezentuje poniekąd inne strony o bliźniaczej tematyce. Jeżeli zamkną tą, nie możemy z całkowitą pewnością powiedzieć, że nie wykastrują reszty polskiej sieciosfery związanej z “jabłkami”. Jest to też niejako przestroga dla innych; “uważajcie, bo możecie być następni”. Wydaje mi się jednak, że prawnicy Apple chcą pokazać, że trzymają takie serwisy w ryzach i “Wielki Brat” nie śpi. Wszystko ucichnie i dojdzie do ugody. Gdyby jednak tak nie było, to uważam, że źle zrobili.
Pingback: playr / Sprawa Applemanii – "wiele hałasu o nic"?
Z drugiej strony zastanawia mnie – czemu nikt o tym nie myśli wcześniej. Jeśli Apple odezwałoby się do Pawła Nowaka dwa lata temu, kiedy w logo strony miał jabłko przypominające do złudzenia logo Apple – ok 100% racji Apple – Paweł mógł nie wiedzieć, bo jest osobą prywatną – jest usprawiedliwiony.
Natomiast Blomedia to firma, która ma dział prawny i powinna sobie zdawać sprawę z tego, że niektóre znaki (np. logo firmy) są zastrzeżone. Jak dla mnie cała sprawa w tej chwili jest niczym innym jak próbą przyciągnięcia kolejnych UU do swojej “średniej” strony. Niestety.
Pingback: Blogi i bloggerzy schodzą do podziemia [uaktualniono] | blog.moridin.pl