Menuki Yebori

Usłyszałem kiedyś, że życie w małym i dużym mieście różni się definicją pomarańczowego światła na skrzyżowaniu ulic: w małym mieście oznacza ono „zwolnij”, a w dużym „przyspiesz”. Przypomniałem sobie to zdanie, czytając jeden z ostatnich numerów Mojego Jabłuszka, kiedy zaczęły mnie nachodzić ponure myśli o tym, jak wiele tracimy dzięki dobrodziejstwom cywilizacji i technologii.

Czerwcowy wydanie magazynu zostało poświęcone tematowi, tak zwanej, produktywności. Tak zwanej, ponieważ, w moim odczuciu, bliżej jej do wydalania niż produkowania. Dzieląc życie na unity, planując każdą minutę, każdą sekundę dnia i, co najgorsze, sztywno trzymając się tego planu, tracimy możliwość refleksji, stanięcia w pół drogi i spojrzenia na to, co wychodzi spod naszych rąk. Czas stał się bogiem i podporządkował sobie nasze życie, mimo iż wielu rzeczy nie sposób wtłoczyć w określoną liczbę unitów. Nie trwają minutę, godzinę czy tydzień. Trwają tyle, ile trwają. Tyle, ile trwać muszą. Kropka. Czemu kawa ma trwać dwa unity? A dlaczego nie trzy lub cztery, skoro za oknem wiosna i miło popatrzeć na świat? Udawanie, że można inaczej, jest oszukiwaniem się. Ułudą, przez którą świat staje się gorszy.

Symbolem tego, co tracimy wraz z rozwojem technologii i zdobywaniem popularności przez filozofię produktywności, jest, w moich oczach, menuki yebori. Ten drobny przedmiot, ledwie widoczny spod jedwabnej taśmy, jest miniaturowym dziełem sztuki. Starannie formowany, dopracowywany w najdrobniejszych szczegółach, łączący w sobie różne techniki metalurgiczne i zdobnicze. Ostatecznie trafia na rękojeść miecza, gdzie jest zaledwie jednym z wielu, a na dodatek jednym z drobniejszych elementów oprawy rękojeści. Mimo to właściciel katany potrafił cierpliwie czekać przez długie miesiące, aby w efekcie móc obcować z czymś doskonałym.

Dziś to niemal niemożliwe, ponieważ odwrócone zostały priorytety. Dawniej czas podporządkowany był jakości dzieła. Dziś to jakość składana jest na ołtarzu czasu. Nasze życie i praca zostały podzielone na unity, które są przydzielane przez zupełnie innych ludzi. Klientów, menedżerów, osoby często nie mające nawet bladego pojęcia o naturze wykonywanej dla nich pracy, lecz wiedzące, ile oni mają na nią przeznaczonych unitów. Pewnie każdy nie jeden raz usłyszał to musi być zrobione na rano i zaczął się zastanawiać, jakim cudem ma zdążyć, nie odwalając przy tym fuszerki.

Im szybsze komputery, tym mniej unitów skłonni są oddać do naszej dyspozycji zleceniodawcy. Poniekąd to logiczne, ponieważ szybsze narzędzie powinno umożliwić szybszą pracę, lecz to kolejna ułuda. Komputer, nawet najszybszy, nie przyspieszy każdej pracy. Ot, chociażby nasi dziennikarze. Czy szybsze komputery spowodują, iż zaczną szybciej pisać? Oczywiście nie. A nasze dzielne korektorki, Kinga i Paulina. Czy szybszy komputer spowoduje, iż zaczną szybciej czytać? Również nie. Wręcz przeciwnie, korekta zajmie im więcej czasu, ponieważ gonieni terminami dziennikarze (mniej unitów! mniej unitów!) nie będą mieli czasu na dopieszczenie swoich tekstów i praca ta spadnie właśnie na obie panie.

Rządy unitów powodują w końcu, że na scenę wkraczają ignoranci, podejmujący się wykonać zlecenie w krótszym terminie, a często również za niższą stawkę. Odbywa się to, niestety, kosztem jakości, o czym, paradoksalnie, często nie mają pojęcia ani ich klienci, ani oni sami. Ignoranci, którzy uwierzyli w filozofię unitów, przekonani są, iż to nie znajomość zasad warsztatu i podstaw, lecz profesjonalny program oraz napięty do granic możliwości plan dnia podzielonego na unity zrobią z nich fachowców. W efekcie współczesny świat zalewany jest przez kolejne fale produktów brzydkich i niedopracowanych, które, niestety, stają się nowym wyznacznikiem jakości. Bo skoro tak robi X, Y i Z, to pewnie tak jest dobrze. A kiedy ktoś wytknie jakieś błędy warsztatowe, pojawia się magiczne określenie wizja artystyczna. Niczym futurystyczny Nuż w bżuhu, który, na szczęście, dziś znów jest zwykłym nieuctwem.

Najbardziej boleję nad tym, iż syndrom unitów dotknął również Apple. Steve Jobs przyzwyczaił swoich klientów, iż nowe wersje produktów pojawiają się w regularnych odstępach czasu i teraz musi się tego planu trzymać, przymuszany oczekiwaniami odbiorców. Kiedy jednak termin staje się najważniejszy, zaczyna brakować czasu na testy i dopracowanie projektu.

Doświadczenie w dobitny sposób pokazuje, iż wiele produktów Apple wyraźnie nie przeszło wystarczającej kontroli jakości. Pękające obudowy notebooków lub anteny iphone’ów zwierane dłonią to tylko kilka przykładów wad, które nigdy nie powinny wyjść na światło dzienne. Podobnie jest zresztą z oprogramowaniem. Mac OS X Leopard pojawił się, moim zdaniem, tylko dlatego, że nadszedł kolejny termin zaplanowanej premiery, a Snow Leopard nie był jeszcze gotowy.

Czas już zerwać z dyktaturą terminów. Czas zrozumieć, że jakość produktu jest ważniejsza od marketingowej imprezy. W końcu premierowy pokaz trwa godzinę, a z wadliwym urządzeniem lub programem trzeba się męczyć miesiącami. Uświadomienie menedżerom, że ich unity nie są najważniejsze, to zadanie dla nas, klientów. Wystarczy nie kupować niedopracowanych produktów. Może inni są zbyt niecierpliwi, ale ja mogę poczekać na kolejnego iPhone’a nawet kilka lat, o ile będzie to iPhone yebori.

———

Menuki – spinki rękojeści miecza japońskiego. Służyły pierwotnie do zakrycia drewnianego lub kościanego kołeczka, łączącego trzpień klingi z okładzinami rękojeści, później pełniły również funkcję ozdobną. Zazwyczaj były nie większa niż 3-4 cm. Mianem yebori, w odróżnieniu od machibori, określano szczególnie kunsztowne menuki, wykonywane na zamówienie.

5 Responses to Menuki Yebori

  1. pemmax pisze:

    Niestety, tak mam. Zapędzony, zmagający się z terminami. Wypisz wymaluj ja. Niestety wpadamy w ten wir przyczynowo skutkowy i boimy się wysiąść z pędzącego pociągu. Przynajmniej ja się boję.

    • Dlatego też tak ważna wydaje się rola konsumentów. Ty, będąc twórcą, pomiędzy którym a odbiorcą pośredniczy menedżer, stoisz pod ścianą konieczności utrzymania rodziny. Musisz się ugiąć, ponieważ jeżeli nie Ty, kto inny podejmie się wykonania pracy. Gorzej, taniej, ale w wyznaczonym terminie. Nie posiadasz „przełożenia”.
      Jedynie konsumenci, jeżeli przestaną kupować niedopracowane produkty, mogą wpłynąć na menedżerów. Kiedy towary będą zalegać na półkach, wyznawcy „unitów” zmuszeni zostaną do przewartościowania priorytetów.

  2. Jacek A. R. pisze:

    - to co tracimy… wraz z rozwojem technologii i zdobywaniem popularności przez filozofię produktywności…tak rozumianej jak tu opisuje nasz Gospodarz przypomniało mi się tym silniej podczas lektury ostatniego wątku na stronach Pani Kingi – S@ntee. Nie chodzi mi o aspekt nostaliczności wspomnień, chodzi mi o filozofię narzędzia i używania go w tych niedległych dla niektórych z nas czasach.

  3. M pisze:

    Widzę, że fascynacja katanami pozostała…
    Pozdrawiam :)

    • A owszem – trudno nie być zafascynowanym czymś tak doskonałym ;)

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 113 other followers